Z Orestem Lenczykiem, szkoleniowcem Śląska Wrocław, najlepszym trenerem roku na Dolnym Śląsku, rozmawiał Jakub Guder

Nie czuję się tym najlepszym

Więcej satysfakcji sprawiają Panu wygrane na boisku, czy nagrody w takich plebiscytach jak ten?
Dzisiejsze wyróżnienie otrzymałem wśród wielu sportowców i trenerów różnych dyscyplin. Jak słyszę, że ktoś jest wicemistrzem Europy, mistrzem świata – a przecież każdego z nich przygotowywał do sukcesu szkoleniowiec – to jednak nie czuję się wśród nich tym najlepszym. Ja wykonuje swój zawód, a to wyróżnienie udało się zdobyć dzięki kibicom i temu, że piłka nożna jest tak popularna.
Czym jest dla Pana ta nagroda?
Satysfakcją po wielomiesięcznej pracy z zespołem, który udało się wydźwignąć, a później doprowadzić do miejsca, którego zazdroszczą rywale. Teraz tak eksponowana pozycja daje nadzieję. Również ja – jako trener – mam ogromną nadzieję, że to będzie szansa, aby w tym roku również zająć takie miejsce, które dałoby kibicom wrocławskim wiele radości.
Podobnie jak inni laureaci dostał Pan czek od marszałka Jurkowlańca, ale nie zatrzyma go Pan dla siebie.
Podziwiam Jurka Owsiaka za to co robi, a ponieważ jestem ojcem trójki dzieci i dziadkiem czworga wnucząt, to uważam, że przynajmniej tyle mogę zrobić dla Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy.
To wyróżnienie przyszło dla Pana niejako w połowie drogi. Jest wicemistrzostwo, ale przed Śląskiem cel ambitniejszy – mistrzostwo Polski. Gdyby się udało, to z dużym prawdopodobieństwem będziemy Pana gościć na balu również i w przyszłym roku.
Musimy poczekać. Ja nigdy nie staram się niczego obiecywać. Sport uczy pokory. Mamy wielu rywali do zajęcia pierwszego miejsca. Każdy mecz czy dwa może zweryfikować nasze plany. W tej chwili myślimy o tym, żeby bardzo dobrze przygotować się do wznowienia rozgrywek, tym bardziej że piłkarska wiosna w tym roku rusza wcześniej. Jest to pewien eksperyment. Marzę o tym, żeby nie popełnić błędów szkoleniowych, przygotować zespół tak, by od początku był godnym przeciwnikiem dla rywali.
W tym roku nie będziecie już gonić, tylko uciekać rywalom. Co jest łatwiejsze?
Nie wiem. Będziemy uciekać po raz pierwszy. Z bieżni lekkoatletycznej wiem, że ten, który goni i ma przed sobą kogoś do pokonania, dostaje dodatkowej adrenaliny. Oby jej zabrakło przeciwnikom.
Ta nagroda sprawia, że jeszcze bardziej czuje się Pan Dolnoślązakiem?
Ja zawsze czułem się wrocławianinem. Tutaj studiowałem, tutaj się zakochałem, tu urodziły się moje dzieci. Mam w tym mieście wielu wspaniałych przyjaciół. Życie zdecydowało, że w pewnym momencie postawiłem na Kraków, ale Wrocław jest miastem, o którym nigdy nie zapomnę.
Kto na balu zrobił na Panu największe wrażenie? Z kim najdłużej Pan rozmawiał?
Przywitałem się serdecznie z Mieczysławem Łopatką, którego fanem byłem już za lat młodzieńczych, a potem stał się moim przyjacielem. Zawsze go podziwiałem. Muszę też przyznać, że moja rodzina jest fanem Mai Włoszczowskiej. Te sukcesy, które ona odnosi są – powiem szczerze – bardziej dla mężczyzn niż dla kobiety. Tym większy dla niej szacunek.
Czego Panu życzyć w nowym roku i czego Pan chciałby życzyć sportowcom i trenerom na Dolnym Śląsku?
Będę zarozumiały, jeśli powiem – aby nie było gorzej. To będzie oznaczać bowiem, że wciąż zostaniemy na pierwszym miejscu. No i aby praca była mniej stresująca – chociaż, prawdę powiedziawszy, nie mam pojęcia, jak to zrobić. A zawodnikom trzeba życzyć, by byli zdrowi i dobrze przygotowali się do kolejnych imprez.
A Sebastianowi Mili, żeby i w przyszłym roku bawił się na naszym balu...?
Może mnie pociągnie za sobą. Bardzo mu tego życzę.


KGHM - sponsor plebiscytu sportowego
Radio Wrocław - sponsor plebiscytu sportowego
TVP Wrocław - sponsor plebiscytu sportowego
Marszałek Województwa Dolnośląskiego - sponsor plebiscytu sportowego